|
Instruktorzy
Michał Stachurski
Warszawa
Michał Stachurski ur.1970r. Założyciel szkoły NIKKO Tai Chi
w Warszawie. Posiada uprawnienia instruktora rekreacji ruchowej o specjalności
samoobrona wydane przez Ministerstwo Sportu Rzeczypospolitej Polskiej.
W roku 1988 zapisałem się na zajęcia Kung-Fu w szkole instruktora Andrzeja
Nelkowskiego. Mniej więcej po roku ćwiczeń jako stały punkt treningów
wprowadzone zostały ćwiczenia uzupełniające, czyli Tai Chi. To było dla mnie
ogromne odkrycie. Oczywiście ambicja nie pozwoliła mi tak po prostu zrezygnować
z Kung-Fu, choć treningi były wtedy naprawdę wyczerpujące, ale już wiedziałem
co jest dla mnie!
Następnie spędziłem rok czasu w Warszawie kontynuując naukę Tai Chi w szkole
Rafała Pieńkosa. Do dziś pamiętam jego działkę... (dla tych, którzy chodzili w
tym okresie do Niego na zajęcia będzie to czytelna dygresja :) Ja bardzo miło
wspominam te czasy. Chciałbym też wymienić Pawła Ferenca i długie godziny
spędzone na wspólnych treningach.
Potem przyszedł czas na studia i Poznań oraz 4 lata w szkole Tai Chi Chuan
Wiesława Koźmińskiego, instruktora już wtedy z 25 letnim doświadczeniem,
mającego znakomity warsztat techniczny i umiejętności pedagogiczne.
W kolejnych latach pochłonęła mnie praca zawodowa, ale nadal ćwiczyłem Tai Chi.
Moim nauczycielem został Marat Muchamadiejew, instruktor z uprawnieniami
międzynarodowymi, który naucza bardzo wdzięcznej odmiany Tai Chi mało znanej w
Europie i Ameryce, mocno osadzonej w chińskiej tradycji. Jest to styl, w którym
ciągle się doskonalę i którego uczę w mojej szkole. Ważną i nieodłączną częścią
nauki są ćwiczenia Chi Kung przypisane do tej właśnie formy Tai Chi.
Osobą, która mnie szczególnie inspiruje jest mistrz stylu Wu: Tsan Ni Cai.
Na swojej drodze spotkałem wspaniałych nauczycieli, dla których Tai Chi było i
jest skarbnicą wiedzy o samym sobie. W tym miejscu chciałbym im gorąco
podziękować za czas i cierpliwość włożone w doskonalenie mojego Tai Chi.
Czym Tai Chi jest dla mnie?
Na pewno nie jest to znajomość wielu form Tai Chi, które umie się tylko
powtórzyć, to jest dobre na zawody. Tai Chi nie jest też dla mnie sztuką
samoobrony, choć zastosowania bojowe są potrzebne, żeby zrozumieć ruch, jego
przestrzeń i siłę. Na bardzo wysokim poziomie zaawansowania można wykonać
miękki blok i kontratak, ale żeby to zrobić poprawnie i bez szkody dla siebie
potrzebny jest już spory kunszt, dlatego uczenie Tai Chi do celów samoobrony na
ulicy wydaje mi się mało skuteczne i niecelowe.
Ważne dla mnie jest przestrzeganie tradycyjnych zasad Tai Chi, czyli praca stóp,
bioder i kręgosłupa; wyprowadzanie każdego ruchu, tak aby płynął z wnętrza, a
ramię i dłoń były tylko jego wykończeniem; płynne przenoszenie ciężaru ciała;
rozluźnianie ciała w taki sposób, że jednocześnie zachowuje ono pełną gotowość
do ruchu; płynność w poruszaniu się tak, że koniec jednego ruchu staje się
początkiem drugiego, a ruchy przypominają jedwabną nić, która równo wyciąga się
z kokona jedwabnika.
Staram się tak pracować całym ciałem, aby poruszało się harmonijnie, żeby dłonie
współpracowały ze stopami, wewnętrzny ruch był równoważony przez zewnętrzny.
Gdyby ktoś zaproponował mi, że w zamian za parę moich ulubionych ruchów z formy
dostanę sto nowych układów form, zostanę przy paru tych, które dobrze znam.
Lubię w Tai Chi to, że siła rośnie powoli, za to nieprzerwanie. Odpowiada mi,
że uczestnicy zajęć nie przywiązują uwagi do rywalizacji, tu nikt nie musi
rozpychać się łokciami. Podoba mi się też to, że Tai Chi można ćwiczyć do
naprawdę sędziwego wieku :) Mam sporo czasu. Nie muszę się spieszyć. Moje
doświadczenia pozwalają mi stwierdzić, że systematyczny trening Tai Chi
wzbogaca i podnosi jakość życia w naprawdę wielu aspektach. Tak by umysł był
ciągle świeży, a ciało silne i zdrowe!
Michał Stachurski
|